Laczona podroz poslubna
Moja narzeczona i jej najlepsza przyjaciółka zawsze lubiły robić wspólnie wiele rzeczy. Czasem mnie to denerwowało, ale dawałem sobie jakoś z tym radę, ale ostatnio rzecz poszła już trochę w przesadę. Obie były już zaręczone i wymyśliły sobie, że wezmą podwójny ślub. Jak dla mnie było to trochę dziwne, mieć na swoim weselu jeszcze jedną parę, zaprosić ludzi, których się nie zna. Jakoś mi to nie odpowiadało, jednak narzeczona i jej przyjaciółka dopięły swego, było trzech na jednego, bo narzeczony tej przyjaciółki najwyraźniej był zadowolony z podziału kosztów. Przebrnąłem więc jakoś przez to, a potem przyszedł kolejny cios w plecy. Obecnie już żona moja stwierdziła, że powinniśmy wszyscy razem zrobić coś jeszcze. Tym czymś była podróż poślubna. Żona chciała, żebyśmy wszyscy pojechali razem. Gdy o tym usłyszałem, zrobiłem żonie awanturę. Miałem dosyć jej widoku, jak siedzi sobie z przyjaciółką i szepczą sobie jakieś swoje babskie tajemnice. Nie tak miała wyglądać podróż poślubna, a jeślibym się zgodził jechać we czworo, na tym by się skończyło, byłem tego pewny. Żona jednak tupnęła nogą, i powiedziała, że albo taka podróż poślubna, albo żadna. Krótko odpowiedziałem więc: żadna. Skończyło się na tym, że pojechali we trzech.
